Długo myslałam o czym chciałabym pisać.Powszechnie znane,że kobiety są “ekspertkami”prawie we wszystkich dziedzinach, więc problemu nie musiało by być.Lecz bardzo się nie chciało  powtarzać.Przegladając calą masę blogów ,doszłam do wniosku,że nie widziałam nic o Anglii.Mieszkam w Anglii już od pięciu lat,wiec myslę,że trochę ją znam.Spróbuję nie zanudzać was historią(może troszeczkę),lecz pokażę wam urok małych miasteczek i obyczaje tego kraju.Myslę,że bedę mało mówiła o dużych miastach,ponieważ duże miasta w całym świecie są podobne.Małe zaś są zupełnie inne.Mają swą duszę i każde żyje swoim życiem.                                          

Pierwszym miasteczkiem, o którym chciałabym mówić jest

 

 SPALDING 

Jest to malutkie miasteczko na brzegu rzeki Welland. Zajmuje 737 km kwadratowych.Znajduje sie 105 mil na połnoc od   Londynu.Nazwa Spalding pochodzi od ‘osada żyjących w Spald'(Spald to nazwa miejscowości).Znaleziono notatki o Spaldingu w księdze domowej od roku 1086.Ludzie żartują,że Spalding ma dwie atrakcje:1 to jest Swięto Kwiatów odbywające się w końcu kwietnia.2 to kaczuszki.Tak zwyczajne kaczuszki,ale jest ich bardzo dużo i spacerują wszędzie.Często można zobaczeć kilka samochodów cierpliwie czekających dopóki kilka kaczuszek przejdzie przez drogę. Teraz niestety kaczuszek jest mało,ponieważ to czas do zakładania rodzin. Brzegi rzeki sa porosnięte kwiatami.Jak widzicie mamy już wiosnę.

Kilka ciekawszych gmachów Spaldingu.

Bardzo ładnie  jest tu latem.Dużo zieleni i parków.

Centrum handlowe i park.

Jednym z największych atrakcji Spaldingu jest swięto kwiatów (Flower Festival).Pierwsze swięta byly w latach 20-tych,30-tych.Wtedy odbywały sie okazjonalnie.Od roku 1959 każdy rok ludzie cieszą się wspanialym widowiskiem.Wszystkie dekoracje są upiększane tulipanami.